poniedziałek, 11 lutego 2013

Chapter one.

-Sky! Na dół! - awhh! Jak ja go nie cierpię.. Z czego mam się cieszyć , no za przeproszeniem jak mam brata pedała , dla 3/4 świata. Agh! Wróćmy do rzeczywistości .
-Zejdziesz czy nie?! - krzyczał z niecierpliwości braciszek. Musiałam się wreszcie podnieść , i iść bo pan Tomlinson czegoś wreszcie chciał.
-Czego?! - spytałam z lekceważeniem .
-Wychodzę. - powiedział.
-I po to mnie wołałeś?!
-No tak... - odpowiedział trochę bardziej speszony.
-To ja też. Bay!- powiedziałam arogancko. Zaszłam jeszcze do naszego garażu wziąć deskorolkę.Nie wiem jak to sobie to wyobraża .. Po tym jak zginęli NASI rodzice, Lou "odnalazł" się i postanowił mnie "przygarnąć".  Wolałam już być w domu dziecka niż mieszkać razem z NIM , i następną czwórką przygłupów. Farbowany blondyn , "bad boy" , Loczek , Li, Liam ? Jakoś tak. Wolę z całej piątki włączając w to Louis'a , Nialla. On od samego początku mi nie przeszkadza. Taki spoko się wydaje. A co do Hazzy ... Nie mam zdania. Jest nieznośny! Nie wiem jak reszta z nim wytrzymuje ale ja się zawsze z stamtąd izoluję .Jaki normalny człowiek biega po domu nago?! Nienawidzę sióstr Louie'go , bo moimi nie mogę ich nazwać. "Starają się " być miłe. Ja też , lecz nam jakoś to nie wychodzi. Nim się zorientowałam byłam już przy domu Jane. Zadzwoniłam.Po chwili zobaczyłam jak drzwi się otwierają.
-Cześć Sky. ! - powiedziała jak zwykle radośnie.
-Cześć. Idziemy ? - wskazałam na deskorolkę.
-Jasne, czekaj wezmę też! - powiedziała i chwilę potem zniknęła za drzwi.Poszłyśmy do tego miejsca, gdzie zawsze idziemy pojeździć , czyli skate park. Kochamy to miejsce. [......] Skończyłyśmy jeździć, przed 20. Skate park jest do właśnie 8, więc spoko.
-Jane , idziemy do mnie czy gdzie? -Spytałam
-Możemy do ciebie.
Po chwili byłyśmy przy moim mieszkaniu . Weszłam do niego jakby nigdy nic.Nasz kochany Lou , musiał się do czegoś uczepić.
-Gdzieś ty była?!
-Nie twoja sprawa. - syknęłam.Nie zwracając większej uwagi na brata, kierowałam się z moją przyjaciółką w stronę schodów. Przez jakieś półtorej godziny gadałyśmy , co i jak. Około godziny 03, Jane poszła, a ja odpłynęłam w krainę Morfeusza..

4 komentarze:

  1. Moja opinia? Cóż... 1 i chyba jedyna nieprawidłowość: sky "wstała" czyli domyślamy się że jest ranek i spała. A przynajmniej na coś takiego wygląda... Więc jakim cudem zeszła do garażu (w pidżamie) i wyszła na dwór z deskorolką? ;oo
    Poza tym opowiadanie pisane fajnie życzę weny :))
    Ps; wybacz moją wrednotę to cecha wrodzona nie bierz tego do siebie jako hejtowanie czy złe nastawienie :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się fajnie, naprawdę, ale muszę się zgodzić z koleżanko wyżej. Wygląda na to, że Sky cały dzień chodziła w pidżamnie. Nie jestem ekspertką w pisaniu opowiadań, ale naprawdę bardzo dużo już przeczytałam. Więc taka rada ode mnie: opisuj nawet banalne rzeczy, takie jak na przykład to, że bohaterowie przebierają się rano z pidżam w normalne ciuch (;)) albo, że jedzą śniadanie, czy coś takiego. To czasami dużo daje, a i objętościowo więcej wychodzi. ;)
    Życzę weny i proszę, czy mogłabyś powiadamiać mnie o nowych rozdziałach na twitterze ? @agniusiek

    OdpowiedzUsuń
  3. Super:) Fajnie piszesz:) Dodam sobie twojego bloga do ulubionych i będe cześciej go przeglądać:* (kate1459)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa wyobraźnia nie ma co.<3 Fajnie się zaczyna.;)

    OdpowiedzUsuń